wtorek, 6 marca 2012

Koniec bólu, bo kamień z serca spadł... wreszcie uff... co za ulga ;D

Witam Was bardzo serdecznie i słonecznie w ten piękny dzionek ;) Słonko jak zwykle świeci uroczo i robić się che ochoczo ;D Dzisiaj wtorek, a to oznacza u mnie normalny posiłek heh... ;P Nie, ale wiecie co jak się tak pości to się docenia wartość jedzenia, to każdy kęs sprawia przyjemność  i ma się frajdę z jedzenia. Choć też zależy co się je, ale po takim poszczeniu to raczej się nie wybrzydza heheh... ;P Ja dziś już kawkę piłam i drożdżówkę zjadłam i świetnie się czuję :D Jestem zadowolona, ale nie tylko z tego, bo wreszcie nie mam tego durnego uczucia, bo na reszcie spadł mi ten okropnie ciężki kamień z serca, który mnie przygniatał już 4 tydz. A to dlatego, że właśnie wczoraj (późnym jeszcze wieczorem) wyjaśniłam sobie wszystko z "tą osobą". Przynajmniej mogłam powiedzieć wszystko co mi na sercu leżało i teraz już nie muszę się ukrywać, ani męczyć. Jest chyba tak jak być powinno i mam taką nadzieję, że już takich sytuacji nie będzie, bo nie zniosę owych na dłuższą metę. Nawet tak ciężko mi nigdy mi nie było, jak miałam zatarczki z bliskimi z rodziny. Nie wiem, może aż tak mi na nich anie zależy, już sama nie wiem, pogubiłam się w tym wszystkim. Ja z moim bratem od pół roku czasu nie utrzymujemy kontaktów, bo on i jego żonka (głównie ona :/) Odwrócili się od nas, bo im nie pasujemy z różnych względów, ale nie będę w to już się zagłębiać, bo nie ma sensu tracić czasu. W każdym bądź razie żywię chyba większe uczucia do ludzi nie będącymi moją rodziną i tu myślę, że większość ma takie same spostrzeżenia i odczucia co i ja ;D Nie wiem, może moje serce automatycznie to wybiera, może w moim sercu jest zmontowany taki segregator jak w maszynie, która oddziela i sortuje tandetę i chłam od dobrych i cennych rzeczy. Wiem, że jako dobry chrześcijanin powinnam kochać wszystkich i też to robię, bez zastanawiania się, ale nie wszystkich muszę tolerować i nie wszystkich muszę od razu lubić, a tym bardziej tych, którzy podeptali moje serce i potraktowali je jak wycieraczkę do ubrudzonych z błota butów. Mimo wszystko kocham ich wszystkich i wybaczam od razu. Tylko inaczej się czuję kiedy zrani ktoś na kim bardziej mi zależy. Bo jak jakaś obca i nieznana mi tak dobrze osoba zrani moje uczucia, to spłynie to po mnie jak woda po psie i powiem tylko trudno i żyję dalej, lecz ciężej jest z osobami bardzo bliskimi mojemu serduszku. I tak się właśnie zastanawiałam, że może moim błędem jest to, że za bardzo pozwalam sobie i innym zbytnio zbliżać się do mojego serca, bo wtedy może nie cierpiałabym aż tak bardzo mocno. Ach... już sama nie wiem, wiem tylko, że na pewno byłoby mi łatwiej. Jestem za bardzo uczuciowa i nie nadaję się do życia w tym świecie ech... :/ Ludzie depczą uczucia innych ludzi nie zważając wcale na to, że może źle robią i wydaje im się, że wszystko jest ok., że nic przecież się nie stało. Niestety jakże się mylą, bo może nie zauważają tych ludzi, którzy mają jeszcze mnóstwo drobnych jak i tych wielkich uczuć, które ciągle produkują miłość. Niestety zdeptane serduszko nie umie już później wykrzesać z siebie więcej uczuć odpowiedzialnych za produkowanie miłości. Takie są realia, a do tego dochodzi oschłość drugiej osoby i obojętność, co doprowadza do agonii uczuć, a w późniejszym czasie śmierci serca i miłości przede wszystkim. Potem nie ma już nic, kompletne zero i dno, po tym jak ugaszono rozżarzone węgielki. Morał tego jest taki, że musimy dbać i troszczyć się o innych dbając o te uczucia, które nas łączą, musimy je pielęgnować i podlewać jak rośliny, które usychają bez wody. Człowiek nie tylko umiera z braku tlenu, ale i z braku miłości do drugiej osoby i jak nie jest kochany przez tą drugą osobę i w ogóle przez ludzi. Każdy człowiek jest stworzony do miłości i to obojętnie jakiej, bo każda prawdziwa miłość pochodzi od Boga i jest czysta i doskonała ;) Tym stwierdzeniem kończę dzisiejsze Wielkopostne refleksje, a tym samym moje bóle serca, które się już ostatecznie powoli goją i oby nie było ich w przyszłości zbyt wiele. Chociaż z drugiej strony takie sytuacje bardzo ubogacają i wzmacniają. Heh... ja zawsze se powtarzam powiedzenie "co mnie nie zabije to mnie wzmocni" i chyba jednak coś w tym jest ;D Ok :) to jeszcze jakiś mój wierszyk dodam i się pożegnam ;)

Myśl na dziś: BO GDY ŻYCIE CIĘ PRZYGNIATA, TO NIE MÓW, ŻE TO KONIEC ŚWIATA. GDY CZASEM ŁZAMI ZALANE TWE OCZY, PRZYJACIEL ZAWSZE OPIEKĄ CIĘ OTOCZY. GDY DUSZA TWA CIERPI I SERCE BOLI TO PRZYJACIEL WYRWIE CIĘ Z CIERPIEŃ NIEWOLI. PRZYTULI DO SERDUCHA I ZAWSZE CIĘ WYSŁUCHA. ŻYCIE STAJE SIĘ O WIELE LŻEJSZE I WIDZISZ TYLKO TO CO JEST PIĘKNIEJSZE. ZAWSZE WIDZI WYJĄTKOWOŚĆ W TOBIE, CHOĆ TY SAM NIE UFASZ WŁASNEJ OSOBIE. NIE DAM SIĘ OSZUKAĆ, BO TAKICH WSPANIAŁYCH PRZYJACIÓŁ TO ZE ŚWIECĄ SZUKAĆ. (~ anonim A.~)

To do zobaczenia wieczorkiem znowu i życzę Wam spokojnego dzionka, aż do zachodu słonka :*Pozdrawiam Was ciepło i radośnie ;D Pa ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz