środa, 14 marca 2012

Znów dzień kolejny mija, już się stary kończy i nowy niebawem zaczyna ;)

Kochani jak się macie i jak tam dzionek minął ? Mi jako tako, bo ciśnienie dziś niskie i ja słaba byłam, bo bez kawy też niestety ;/ Ale dzień się kończy, noc zaczyna (oby była lepsza od tej, bo się nie wyspałam kompletnie ech... :/) no i nowy dzionek, a na sobotę zapowiadają piękną wiosenną już pogodę :D Ciekawa jestem tylko, czy aby na pewno będzie tak jak zapowiadają, bo nie raz im się pomyliło coś z prognozowaniem heheh... :P Wiecie co dziś nie będę długo siedziała, bo muszę odespać tą nockę i mam nadzieję, że mi się uda, choć obawiam się, że i tym razem nic z tego, bo łapie mnie choroba :( No niestety zaczyna boleć mnie gardło jak przełykam, a to oznacza jedno - przeziębienie, choć może i nie, się jeszcze okaże, oby nie ;/ To co ja się już żegnam,a Wam jakąś muzę zostawiam ;D To trzymajcie się cieplutko, a ja radośnie pozdrawiam i buziaki też wszystkim zostawiam :* Pa ;) Dobranoc i miłych, kolorowych snów ;D





 












Jaka nasza modlitwa takie i nasze całe życie :)

Witajcie kochani moi w środę :) Brrr... bardzo brzydko dziś na dworze deszczyk pada i chyba paskudny dzień się zapowiada ;/ Zobaczymy jeszcze jak to będzie, a tym bardziej, że jako, iż jest środa to oznacza u mnie chlebuś i wodę ;D Jeszcze troszkę i za niedługo będą Święta i będziemy się weselić na całego, jak będzie oczywiście z czego ;P Nie no żarcik taki, bo zawsze jest powód do radości i w sumie większy niż do smutku ;) Ja dziś się nie wyspałam i jakieś dziwne sny miałam, ale w większości z nich nie pamiętam, a na dodatek boli mnie kręgosłup, ach... Mam tylko nadzieję, że dzień mimo wszystko będzie w miarę fajny. Popłakałam się troszkę wczoraj jak z "kimś" bardzo fajnie mi się pisało na GG, co sprawiło mi ulgę no i się rozkleiłam ;D Potem znów przed snem, bo też dużo rozmyślałam i takie jakieś fatalne myśli miałam: , "że jestem nic nie warta, że wszystko psuję, że nie nadaję się do niczego, że jestem nikim, że jestem do d.... itp." No i w końcu inne myśli: "czemu nie jestem taka fajna, taka na prawdę super i taka świetna" Tego typu myśli to chyba raczej każdy z nas, ale to wywodzi się z bardzo niskiej samooceny, a ta z kolei powstaje z braku dowartościowania, czy to przez najbliższą rodzinę, czy otoczenie, w którym się znajdujemy. Tak te wszystkie czynniki i bodźce z zewnątrz, które nas atakują, mają ogromny wpływ na naszą samoocenę i nasze samopoczucie. Tylko wiecie co nie musimy w sumie przyjmować aż tak bardzo tych bodźców, możemy je eliminować i zwalczać jak w grze komputerowej i jak tylko będziemy bardzo chcieli. Zawsze są ludzie, którzy nas wesprą, którym na nas zależy, którzy się o nas martwią i nas mocno kochają. I dlatego właśnie dla takich ludzi warto dać z siebie wszystko, warto się poświęcić i pójść na całość, a  przede wszystkim dla Boga, bo On nas nigdy nie zawiódł i nie zawiedzie, tak jak ludzie to robią cały czas. Ale musimy się też bardzo mocno i gorliwie modlić o siłę do walki z przeciwnościami losu. Od tego jak będzie wyglądać nasze życie zależy tylko i wyłącznie od naszej modlitwy ;)  Dziś nie będę się aż tak rozpisywać, bo też mam dla Was znów fajne opowiadanko, które  mówi o istocie modlitwy w naszym życiu i jak ona jest bardzo dla nas ważna :) Miłej zatem życzę Wam lektury :D                                                    
Módl się gorliwie, a życie
będziesz wiódł szczęśliwe.
(~ anonim A. ~ )

W pewnej wsi mieszkał wierzący staruszek. W jego maleńkiej
wiosce była grupa wierzących chrześcijan, do której on należał. Nigdy
nie był na nabożeństwie w zborze w mieście i bardzo pragnął tam być
chociaż raz.
Pewnego razu domówił się z młodym kaznodzieją, że odwiedzą zbór w
mieście i radował się z tego bardzo czekając na ten dzień. Gdy nadszedł
ten dzień udali się na stację kolejową. Idąc przez las, kaznodzieja
zaproponował, żeby przed podróżą się pomodlić.

Staruszek chętnie się zgodził. Kaznodzieja powiedział:
- Uklęknijmy do modlitwy i ty, bracie, pomódl się pierwszy, a ja potem.

Staruszek z trudem zgiął kolana, a nie mogąc na nich
uklęknąć, schylił się, niezgrabnie opierając się o pień drzewa. Zaczął
się modlić:

- Panie, dziękuję Ci, że pobudziłeś brata, aby wziął mnie do
miejskiego kościoła…ale Ty widzisz jaki jestem: słabo słyszę, a buty mam
takie, ze wstyd mi w nich jechać, ale Ty wiesz Panie, ze innych nie
mam…Nie mam tez znajomych, u których mógłbym przenocować. Proszę,
pokieruj tak, żebym mógł usłyszeć kazanie i wskaż mi, gdzie mogę
przenocować. Amen.

Potem modlił się młody kaznodzieja, a jego sylwetka klęcząca z
prostymi plecami, w doskonale skrojonym ubraniu, ładnie odcinała się na
tle zieleni lasu. Jego modlitwa była składna i wyrazista, pełna
pięknych zwrotów. Gdy zakończył, zwrócił się do staruszka z naganą:
- Jak ty się modlisz? Mówisz o starych butach, których się
wstydzisz, mówisz, że niedobrze słyszysz, że nie masz w mieście
znajomych…Twoja modlitwa nie jest podobna do modlitwy.
Starzec pokornie odpowiedział:
- Modlę się jak potrafię.

Gdy przyjechali do miasta, przed kościołem kaznodzieja
wskazał staruszkowi, którymi drzwiami ma wejść, i zostawił go, sam
udając się do kościoła innym wejściem. Staruszek z trudem się przecisnął
przez zatłoczony ganek do sali, która była również przepełniona.
Stanąwszy w drzwiach, przyłożył rękę do ucha, starając się usłyszeć, o
czym jest kazanie. W tym momencie, jedna z kobiet siedząca w przednim
rzędzie zauważyła staruszka z przyłożona ręka do ucha i powiedziała do
siedzącej obok siostry:

- Popatrz, ten człowiek w drzwiach zapewne źle słyszy, bo przyłożył rękę do ucha. Wstanę, a ty zaproś go na moje miejsce.
Staruszek bardzo się ucieszył, że teraz , siedząc w bliskim
rzędzie, mógł słyszeć każde słowo kaznodziei. Siedząca obok niego
siostra zauważyła jego stare, znoszone buty i po nabożeństwie,
zaproponowała staruszkowi pójście do jej brata, który prowadził sklep z
obuwiem. Tam wybrali mu nowe buty i podarowali je. Jakże się cieszył z
tego podarunku! I gdy się tak radował wśród sióstr i braci z miejskiego
kościoła, jeden z nich zapytał:

- Skąd jesteś bracie?
- Jestem z małej wioski. Przyjechałem do miasta pociągiem.
- A czy masz gdzie przenocować?
- Na razie nie mam, ale prosiłem Pana Boga, żeby On jakoś sam tym pokierował.
- Wiec będziesz nocował u mnie. Czekałem na syna, ale on
przesłał telegram, że nie może przyjechać. Mam i pokój i jedzenie
przygotowane.
Wziął więc brata do siebie na nocleg.

Następnego dnia staruszek spotkał się na stacji kolejowej z
kaznodzieją, z którym przyjechał do miasta. Podczas podróży powrotnej
staruszek z radością opowiedział, jak Bóg odpowiedział na jego modlitwę:
- Dokładnie słyszałem kazanie. A spójrz na moje nowe buty! A
spałem na takim posłaniu, ze nigdy w życiu tak dobrze nie spałem. Oto
jak Pan Bóg odpowiedział na moja modlitwę. A jak tobie, bracie, On
odpowiedział?
Kaznodzieja milczał, bo nawet nie pamiętał, o co się modlił. On po prostu ładnie się modlił, jak przystoi na kaznodzieje.
I tak mimochodem pomyślałem: a czy ja się naprawdę modlę, kiedy się modlę?…
Starając się składnie, pięknie modlić, często nie wkładamy w nasze
modlitwy serca i pozostają one pustymi słowami, na które nawet nie
oczekujemy odpowiedzi….

Trochę długie, ale jakie pouczające i na Wielki Post pasujące :) To ja się na razie żegnam z Wami i wpadnę tu wieczorkiem ;) Pozdrawiam radośnie i ciepło z darem modlitwy życząc błogosławionego i spokojnego dnia :) Do zobaczenia ;) Zostawiam buziaczki :* I po mimo iż deszcz pada i zimno na dworze bądźmy w dobrym humorze ;D