czwartek, 29 marca 2012

Choroba nie o szczędzi niestety nikomu łeee :/ Jestem obolała i chora, ale nie idę do doktora ;/

Witajcie moi kochani ;) Mam nadzieję, że przynajmniej Wam zdrowie dopisuje, bo, kurka ja to się bardzo źle czuje ;/ No niestety choroba mnie nie ominęła tak jak myślałam, co zrobić, ale cóż trzeba po prostu przeżyć ;/ No nic zobaczymy jak to jutro będzie i czy mi zdrowia ubędzie, czy przybędzie ;P Ach, może jutrzejszy dzień będzie faktycznie lepszy, bo dziś był taki fatalny dla wszystkich, chyba też ze względu na niskie ciśnienie, bo pogoda znów fiksuje i humory wszystkim tylko psuje ;/ A na dodatek rozpadał się deszczyk i robi się nie przyjemny dreszczyk brrrr.... No ale dość tego biadolenia, trzeba wystawić głowę z cienia, bo wszystko się przecież zmienia i czas porzucić nasze zmartwienia ;D Ok, to ja się ulatniam i muzę Wam załatwiam, ale może niekoniecznie do spania, raczej też i nie do rozmyślania :D Życzę Wam przyjemnej i spokojnej nocy jak i kolorowych snów ;) Radośnie i ciepło Was pozdrawiając, do serduszka mocno przytulając i buziaki zostawiając :* Dobranoc ;) Śpijcie spokojnie i dobrze ;) Do jutra, do zobaczenia :D  




Idźcie z Jezusem przez całe swoje życie..., nie zatwardzajcie serc waszych :)

Witajcie moi kochani :) I jak tam? Co u Was słychać? No ja jestem chora, mam katar, boli mnie głowa i oko, ach szkoda nawet gadać :/ Oko dlatego mnie boli, bo wczoraj coś do niego mi wpadło i przez 40 min walczyłam, żeby to wyciągnąć, masakra i nie umiałam w ogóle otworzyć oka ech... łzawiło mi przez cały czas, a dziś mam opuchnięte i wyglądam jak jakiś maszkaron, chociaż zawsze nim byłam, wiec różnicy specjalnej nie ma ;P Ja dziś nie jestem w stanie żeby coś napisać od siebie więc zwalam wszystko znów na Bł. Jana Pawła II :D Dziś znów o życiu, ale o poświęcaniu i otwartości na innych ludzi ;) Miłej lekturki Wam życzę, a ja zmykam ;) Radośnie i ciepło pozdrawiam, do serduszka Was mocno przytulam, radość serca i buziaki zostawiam :)  Do zobaczenia wieczorkiem, pa :) Miłego dzionka Wam życzę i uciekam do roboty :D Trzymajcie się cieplutko pa ;)  


~ Bł. Jan Paweł II ~

„Błogosławieni, którzy się smucą,
 albowiem oni będą pocieszeni.”

„Błogosławieni cisi, albowiem oni
 na własność posiądą ziemię.”
Drodzy bracia i siostry, (...) są sprawy w życiu tak doniosłe i tak pilne, że nie cierpią zwłoki i nie wolno ich odkładać na jutro. One muszą być podjęte już dziś. Woła psalmista: "Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: «Nie zatwardzajcie serc waszych»" (Ps 95[94],7-8). "Krzyk biednych" (Hi 34,28) całego świata podnosi się nieustannie z tej ziemi i dociera do Boga. Jest to krzyk dzieci, kobiet, starców, uchodźców, skrzywdzonych, ofiar wojen, bezrobotnych. Biedni są także wśród nas: ludzie bezdomni, żebracy, ludzie głodni, wzgardzeni, zapomniani przez najbliższych, przez społeczeństwo, ludzie poniżeni i upokorzeni, ofiary różnych nałogów. Wielu z nich próbuje nawet ukryć swoją ludzką biedę, ale trzeba umieć ich dostrzec. Są także ludzie cierpiący w szpitalach, dzieci osierocone albo opuszczone przez rodziców czy młodzież przeżywająca trudności i problemy swego wieku.
     
"Na świecie istnieją przejawy nędzy, które muszą wstrząsnąć sumieniami chrześcijan i przypomnieć im o pilnym obowiązku przeciwdziałania, zarówno indywidualnego, jak i społecznego. Także dzisiaj otwierają się przed nami rozległe dziedziny, w których miłość Boża powinna być obecna przez działanie chrześcijan" - tak napisałem w ostatnim Orędziu na Wielki Post (15 października 1998 r.). Chrystusowe "dziś" winno zabrzmieć z całą mocą w każdym sercu i uwrażliwić je na dzieła miłosierdzia. "Krzyk i wołanie biednych" domaga się od nas konkretnej i wielkodusznej odpowiedzi. Domaga się gotowości służenia bliźniemu. Jesteśmy wzywani przez Chrystusa. Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych bowiem miejscach cierpi człowiek i woła o człowieka.
     Potrzebuje jego obecności, potrzebuje jego pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności.
    
 Nie zatwardzajmy serc, gdy słyszymy "krzyk biednych". Starajmy się usłyszeć to wołanie. Starajmy się tak postępować i tak żyć, by nikomu w naszej Ojczyźnie nie brakło dachu nad głową i chleba na stole, by nikt nie czuł się samotny, pozostawiony bez opieki. Z tym apelem zwracam się do wszystkich. Wiem, jak wiele czyni się w Polsce, aby zapobiec szerzącej się biedzie. Pragnę w tym miejscu podkreślić aktywność placówek Caritas Kościoła - diecezjalnych i parafialnych. Podejmują one szereg akcji, między innymi w okresie Adwentu i Wielkiego Postu, udzielając w ten sposób pomocy osobom indywidualnym i całym grupom społecznym. Prowadzą również działalność formacyjną i wychowawczą. Ta pomoc niejednokrotnie przekracza granice Polski. Wiele w ostatnim czasie powstało u nas domów opieki społecznej, hospicjów, jadłodajni i innych ośrodków charytatywnych, domów samotnej matki, ochronek dla dzieci, świetlic, stacji opieki czy centrów dla ludzi niepełnosprawnych. Są to niektóre przykłady tego ogromnego dzieła samarytańskiego. Pragnę także podkreślić wysiłek państwa oraz instytucji prywatnych i pojedynczych osób, czy tak zwanych wolontariuszy angażujących się w to dzieło. Należy tu również wspomnieć o inicjatywach zmierzających do zaradzenia niepokojącemu zjawisku narastania biedy w różnych środowiskach i regionach. Jest to konkretny, rzeczywisty i widzialny wkład w rozwój cywilizacji miłości na ziemi polskiej.
    
 Zawsze winniśmy pamiętać, że rozwój ekonomiczny kraju musi uwzględniać wielkość, godność i powołanie człowieka, który "został stworzony na obraz i podobieństwo Boże" (por. Rdz 1,26). Rozwój i postęp gospodarczy nie może dokonywać się kosztem człowieka i uszczuplania jego podstawowych wymagań. Musi to być rozwój, w którym człowiek jest podmiotem, czyli najważniejszym punktem odniesienia. Rozwój i postęp nie może dokonywać się za wszelką cenę! Nie byłby wówczas godny człowieka (por. Solli-citudo rei socialis, 27-34). Kościół współczesny głosi i stara się realizować opcję na rzecz ubogich. Nie chodzi tu tylko o przelotne uczucie, o jakąś doraźną akcję, ale o rzeczywistą i trwałą wolę działania na rzecz dobra ludzi będących w potrzebie i pozbawionych niejednokrotnie nadziei na lepszą przyszłość.
„Błogosławieni czystego serca,
 albowiem oni Boga oglądać będą.”

„Błogosławieni miłosierni, albowiem
 oni miłosierdzia dostąpią.”
    
  "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie" (Mt 5,3).
     Już u początku swojej działalności mesjańskiej, przemawiając w synagodze w Nazarecie, Jezus powiedział: "Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę" (Łk 4,18). Ubogich też uznał za uprzywilejowanych dziedziców Królestwa. Oznacza to, że tylko "ubodzy duchem" są w stanie przyjąć Królestwo Boże całym sercem. Spotkanie Zacheusza z Jezusem ukazuje, że również człowiek bogaty może stać się uczestnikiem Chrystusowego błogosławieństwa dla ubogich duchem.
     Ten jest ubogi duchem, kto gotów ze swego bogactwa szczodrze świadczyć potrzebującym. Widać wówczas, że nie jest przywiązany do tych bogactw. Widać, że dobrze rozumie ich zasadniczą celowość. Dobra materialne są bowiem po to, ażeby służyć drugim, zwłaszcza będącym w potrzebie. Kościół godzi się na osobiste posiadanie tych dóbr, o ile są używane dla takiego celu.
     Wspominamy dzisiaj św. Jadwigę Królową. Znana jest jej hojność świadczona ubogim. Chociaż była bogata, nie zapomniała o biednych. Jest dla nas wzorem i przykładem, jak trzeba realizować Chrystusową naukę o miłości bliźniego i miłosierdziu, upodabniając się do Tego, "który - jak mówi św. Paweł - będąc bogaty, dla nas stał się ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogacić" (por. 2 Kor 8,9).
     "Błogosławieni ubodzy w duchu". Jest to wołanie Chrystusa, które dzisiaj winien usłyszeć każdy chrześcijanin, każdy człowiek wierzący. Bardzo potrzeba ludzi ubogich duchem, czyli otwartych na przyjęcie prawdy i łaski, na wielkie sprawy Boże; ludzi o wielkim sercu, którzy nie zachwycili się blaskami bogactw tego świata i nie pozwalają, aby one zawładnęły ich sercami. Oni są prawdziwie mocni, bo napełnieni bogactwem łaski Bożej. Żyją w świadomości, że są obdarowywani przez Boga nieustannie i bez końca.
     
"Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję: w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!" (por. Dz 3,6) - tymi słowy odpowiadają apostołowie Piotr i Jan na prośbę człowieka chromego od urodzenia. Obdarzyli go największym dobrem, jakiego mógł pragnąć. Ubodzy przekazali ubogiemu największe bogactwo: w imię Chrystusa przywrócili mu zdrowie. Wyznali przez to prawdę, która poprzez pokolenia jest udziałem wyznawców Chrystusa.
     Oto ludzie ubodzy w duchu, sami nie posiadając srebra ani złota, dzięki Chrystusowi mają moc większą niż ta, którą mogą dać wszystkie bogactwa świata.
     Zaprawdę, szczęśliwi są i błogosławieni, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie. Amen.