czwartek, 23 lutego 2012

Stracony dzień i dziwne sny ech... ;/

Witajcie kochani ;)


Nie było mnie dziś tu tylko dlatego, że nie zbyt dobrze się czułam, ale to zaraz Wam opiszę czemu ;)
 
Tak dosłownie (nawiązanie to tytułu posta ;p), bo dzisiejszy dzień był beznadziejny, a zaczął się już taki robić od ok godz. 9:30. Wtedy to zaczęła boleć mnie bardzo głowa i ból narastał z każdą minutą, czułam dosłownie jakby coś miało mi ją os środka rozerwać. Było dać się odczuć takie głośnie pulsowanie w całej głowie takie: łup..., łup..., łup..., a na dodatek serce to mi tak łomotało jakby ptak szamoczący się w klatce próbujący się z niej wydostać. Nie lubię tego uczucia, ale tak czasem się zdarza niestety. Takie chyba to już ciśnienie było, bo większość zresztą ludzi dziś tak się czuła. Heh..., a to nie koniec tych "przyjemności"  niestety tylko początek "wspaniałego" dnia :/ Otóż zaczęłam tracić siły tak ogólnie i z tego właśnie powodu powzięłam decyzję o płożeniu się na jakiś czas do łóżka. Myślałam, ba miałam nadzieję, że to coś pomoże, ale nic to nie dało niestety :( SEN? ~Za to leżąc i to nie wiem, czy na w pół śpiąco, czy nie, miałam jakieś hmm... dziwne sny (jak można to nazwać w ogóle snami) nie związane kompletnie z przeżytą rzeczywistością. Otóż kiedy zamknęłam oczy to pojawiło się coś na podobieństwo jakby slajdów, z tym, że obrazki otwierały się i zamykały czarnymi plamami, czy coś takiego. W każdym bądź razie najpierw pokazywały mi się jakieś budowle tj. długi komin, potem jakieś mury warowne i co najciekawsze, że było pokazane jak się je buduje, ale w przyśpieszonym tempie hmm... to tak jakby ktoś włączył przycisk "forward", dziwne bardzo.

Potem jakieś nieznane zamazane, mgliste postacie, przychodziły i odchodziły i tylko jedna właśnie ta "osoba" na w pół widzialna, która spojrzała na mnie jakby chciała powiedzieć "spadaj", czy raczej "szkoda słów", lub coś w tym stylu. I wszyscy odeszli, nie było nic. Na  końcu śniła mi się autostrada, albo droga szybkiego ruchu, sama już nie pamiętam... nie ważne. Widziałam tylko jak po niej z ogromną prędkością jechało pogotowie na sygnale, wprawdzie nie słyszałam koguta, ale widziałam jak migały jego światełka. Wszystko to takie było dziwne, nie wiem, może ja już fiksuję ;p Wiem tylko, że stałam obok jako obserwator, tylko nie wiem po co, czy to miało jakikolwiek sens hmm...?, może się kiedyś dowiem :D Heh... dobrze, że musiałam wstać i zrobić dzieciom jedzenie, bo inaczej to nie wiem co by mi się jeszcze przyśniło ;p Jedno mnie zastanawia, że to nie był głęboki sen i, czy to w ogóle był sen tego też nie jestem w zupełności pewna, a to dlatego, że słyszałam co się w okół mnie działo. Normalnie rebus jaki, czy co? Potem zaczęła mnie tak mocno głowa boleć, że bardziej chyba nie mogła, a na dodatek było mi nie dobrze. Poszłam do teściowej po tabletki od bólu głowy (ona to ma zawsze całą aptekę heh...), ale nigdy nie biorę tabletek, bo jestem wrogiem lekarstw, ale dziś się z nimi przeprosiłam niestety, bo nie dałabym rady. No i się dopiero zaczęło... Nagle przyśpieszyło mi w znaczącym tempie tętno, zaczęło mi się zbierać na wymioty, nie umiałam złapać oddechu i najdziwniejsze było to, że zaczęła mi drętwieć szczena, nooo dosłownie, masakra. Musiałam się trzymać obiema rękami futryny, bo kto wie, czy ustałabym na nogach. Normalnie szok!!!, bo nigdy w życiu tak się nie czułam. Trwałam tak chyba z 20 min, a potem jak trochę to minęło poszłam znowu się położyć. I tak miałam aż do 19:00, bo potem jakoś mi to przeszło, ale było to bardzo dziwne i niekomfortowe uczucie grrr... Na szczęście się skończyło i oby się już nigdy nie powtórzyło ;) Na dziś koniec smutnych opowieści, bo to się w głowie nie mieści heheh... ;p Dołączam jaką fajną muzę na wieczór i życzę Wam miłych i kolorowych snów, jak i w ogóle spokojnej nocy ;)




Dobranoc :*
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz